Po koncercie w misji.pl mam nowego kolege - ambasadora Gruzji. Ucieszyl sie, ze moglismy sobie pogawedzic po niemiecku, bo melomanem chyba nie byl. Mnie tam Chopin wzrusza, jak mysle, o pokoleniach emigracyjnych wizualizujacych sobie placzace wierzby pod jego wplywem...
Smiesznie bylo, kiedy organizatorka koncertu przybiegla nagle i z szalenstwem w oczach rzucila sie na liste gosci: Och, wpuscilyscie go??? On nie ma wstepu na moje koncerty i on doskonale o tym wie! Po co sie tu pcha?! Znalazla go i wyrzucila. Haha, takie polskie smaczki:)
Na bankiecie podali koreczki... z samego kabanosa. Moze niezbyt wykwintne, ale jakie pyszne!!!
Szkoda tylko, ze srednia wieku byla powyzej 60tki;)
wtorek, 8 kwietnia 2008
BAL U AMBASADORA - UWAG KILKA
ORGANIZEJSZYN OD SRODKA
poniedziałek, 7 kwietnia 2008
PODNOZEK!
Moi Drodzy, jako osoba niskopienna, dorobilam sie w koncu podnozka przy biurku! Zawsze o takim marzylam:)
niedziela, 6 kwietnia 2008
GDZIE SIE PODZIAL TEN BOZON???
Byc w Genewie i nie zobaczyc akceleratora? Nie, to nie uchodzi. Dlatego kiedy CERN otworzyl swoje podwoje dla mas mimo poimprezowego nastroju, wstalismy o 7 rano i ustawilismy sie w dlugiej kolejce po bilety, zeby zobaczyc kawalek podziemnej rurki.
Nawiasem mowiac, nie kazdy pragnie zwiedzic CERN... ostatnio odwozilismy pewna mloda studentke z Austrii, ktora stwierdzila co nastepuje: Och, ja nie wiedzialam w ogole co to jest CERN, nie jestem jakims biologiem, czy cos. Wlasnie.
Rurka zakreca. W srodku pedzi zapewne jakas szalona czasteczka, zeby zderzyc sie z inna. W lecie CERN ma przeprowadzic ogromny eksperyment, ktory na reszcie pokaze czy Bing Bang byl, czy tez go nie bylo. Dziennikarze 20 minut i Niebieskiego Poranka - darmowych gazet w Genewie - strasza, ze jak cos nie pojdzie, to cala Ziemia zniknie w genewskiej czarnej dziurze.
Troche dziwnych rurek przy LHC.

czwartek, 3 kwietnia 2008
BEZ BUTOW
Czekalam dzisiaj na wode do sal, ktora zamowilam dzien wczesniej. Juz prawie 9, rozpoczecie szkolenia, ludzie widac lypia po katach, napiliby sie czegos pzed wysilkiem umyslowym, a wody nadal nie ma. Dzwonie do administracji dwukrotnie, w koncu po 9, zjawia sie laskawie pan z wozkiem. Kiedy sugeruje pani w administracji, ze moze byloby latwiej, szybciej i efektywniej gdybym to ja dzwonila bezposrednio do pana z wozkiem, mowi lekko obrazonym tonem, ze to niemozliwe, bo wszystko musi przejsc przez nia. Szkoda jeszcze, ze nie musze wczesniej zdobyc trzech podpisow swojego szefostwa z Montrealu.
Organizacje tego typu dzialaja ponoc podobnie jak administracja rzadowa. Najzabawniejsze jest to, ze sami sie zabawiaja w doradzanie firmom jak maja "uproscic biznes". Szewc bez butow, koniom lzej.




